Siemkaa! ;)
Zwracam się do was z pytaniem zawartym w tytule posta...(chwila na przeczytanie)... No więc czekaam na Wasze odpowiedzi p ile ktoś tego bloga jeszcze czyta ? ;/
Ja i tak BELIEVE w was i w to ,że ktoś tu jest..
Cieplutko robi mi się na serduszku jak czytam te komy ;*
Kochamm Was ;)
Anka
środa, 1 maja 2013
Czy mam dalej kontynuować?
środa, 6 marca 2013
Odchodzę ...
siemka! podjęłam decyzje. ODCHODZĘ . trudno no bywa , brak czasu na tego właśnie bloga i takie tam. myliłam się do pewnych tutaj osób.;o serdeczne pozdrowienia ;) może dostanę jakąś propozycję w sprawie innego bloga ale na dzień dzisiejszy na TYM blogu już nie mam ochoty pisac. może dalej będę ciągnęła swojego starego chociaż nic się tam nie dzieje. kompletnie nie wiem co mam tu napisac. no po prostu ODCHODZĘ. było fajnie, dziękuję wszystkim za komentarze, za ilośc wyświetleń, za obserwowanie tego bloga no i za wszystko w ogóle. Narazie!
Tutaj jest link do mojego nowego opowiadania , zapraszam ;

Tutaj jest link do mojego nowego opowiadania , zapraszam ;
wtorek, 19 lutego 2013
Liebster Awards
Siemaaneczkoo ;]
Pojawiłam się tutaj tylko z jednego powodu, a mianowicie otrzymałam nominację od Vas happenin boys?!. Sorry, że tak późno to rozpatrzyłam ale czas , czas i jego brak. Dobija mnie to juuuż. A poza tym chciałam was poinformować, że nowego rozdziału, nie będzie dopóki pod ostatnim rozdziałkiem nie będzie min. 5 komów. Wiecie co, wchodzę sb na bloga, a tutaj tylko jeden kom. od takiej BIELIEVE CZYTELNICZKI.
Skandal, gdzie się podziali wszyscy obserwatorzy, hmmmm ?! Tym razem się nie przełamię i będę czekała na jaakikolwiek znaak.;( Wracając do Liebster Awards , z CAŁEGO SERDUCHA DZIĘKUJĘ ZA TĄ NOMINACJĘ. Big HUG for u ;***
Mojeee sweet odpowiedzi ;]
1. twoje imię??
Ankaaaaa, ;]
2. ulubiona piosenka??
Czyli, że jaka, bo z słodziaków z 1D to Loved you first , a mojego słodziaśnego Justinkaaa to As long as you love me <33333
3. Ulubiony członek 1D??
Zayn !!!!! ;* <3333 I proszę mi go w tym momencie nie podkradać!!!! Jest mój !
4. Czy czytasz mojego bloga??
Taaaaaki go kochaaam ! Sorry, że nie komentuje ale ja już tak mam ;>
5. Jak często czytasz mojego bloga??
Różnie ;] ZALEŻY OD HUMORU xD
6. Trzy pytania które zadałabyś komuś z 1D.
Wyjdziesz za mnie ? ;]
Czy przyjedziecie do Polski ?
Co sądzisz o Polsce ?
7.Masz rodzeństwo??
Tak brata, ale czy psy zalicza się do rodzeństwa , bo on tak podobnie sie zachowuje. ;x
8.Ublubiny kolor??
Czaaaarny jak Zayna włosky ;*
9. Jaki blog mi polecisz??
Hahahahaah SWÓJ ;D
10. Co ulubisz robic w wolnym czasie??
Czytaaaać LARREGO ! Boż... jaka to idealna para ;]
11. Masz zwierzątko w domu??
Maaaam kociaka Mikiego ;]
Moje pytaniaaa znajdują się w jednym z postów i nominacje też, nie mam ochoty drugi raz się w to bawić, sorry, brak czasu ;]
Zrozumcie ;)
Pozdroo,
Anka
Pojawiłam się tutaj tylko z jednego powodu, a mianowicie otrzymałam nominację od Vas happenin boys?!. Sorry, że tak późno to rozpatrzyłam ale czas , czas i jego brak. Dobija mnie to juuuż. A poza tym chciałam was poinformować, że nowego rozdziału, nie będzie dopóki pod ostatnim rozdziałkiem nie będzie min. 5 komów. Wiecie co, wchodzę sb na bloga, a tutaj tylko jeden kom. od takiej BIELIEVE CZYTELNICZKI.
Skandal, gdzie się podziali wszyscy obserwatorzy, hmmmm ?! Tym razem się nie przełamię i będę czekała na jaakikolwiek znaak.;( Wracając do Liebster Awards , z CAŁEGO SERDUCHA DZIĘKUJĘ ZA TĄ NOMINACJĘ. Big HUG for u ;***
Mojeee sweet odpowiedzi ;]
1. twoje imię??
Ankaaaaa, ;]
2. ulubiona piosenka??
Czyli, że jaka, bo z słodziaków z 1D to Loved you first , a mojego słodziaśnego Justinkaaa to As long as you love me <33333
3. Ulubiony członek 1D??
Zayn !!!!! ;* <3333 I proszę mi go w tym momencie nie podkradać!!!! Jest mój !
4. Czy czytasz mojego bloga??
Taaaaaki go kochaaam ! Sorry, że nie komentuje ale ja już tak mam ;>
5. Jak często czytasz mojego bloga??
Różnie ;] ZALEŻY OD HUMORU xD
6. Trzy pytania które zadałabyś komuś z 1D.
Wyjdziesz za mnie ? ;]
Czy przyjedziecie do Polski ?
Co sądzisz o Polsce ?
7.Masz rodzeństwo??
Tak brata, ale czy psy zalicza się do rodzeństwa , bo on tak podobnie sie zachowuje. ;x
8.Ublubiny kolor??
Czaaaarny jak Zayna włosky ;*
9. Jaki blog mi polecisz??
Hahahahaah SWÓJ ;D
10. Co ulubisz robic w wolnym czasie??
Czytaaaać LARREGO ! Boż... jaka to idealna para ;]
11. Masz zwierzątko w domu??
Maaaam kociaka Mikiego ;]
Moje pytaniaaa znajdują się w jednym z postów i nominacje też, nie mam ochoty drugi raz się w to bawić, sorry, brak czasu ;]
Zrozumcie ;)
Pozdroo,
Anka
poniedziałek, 4 lutego 2013
Rozdział 14 ;]
Otaczały mnie białe pomieszczenia rozpostarte wzdłuż długiego zimnego korytarza, Choróbskami czuć było na kilometr, a zimny powiew dochodzący z kaplicy mroził krew w żyłach, sprawiało to wrażenie wielkiej lodówki, a nawet zamrażarki z ogromnymi metalowymi drzwiami. Kilkakrotnie zamrugałam, spoglądając uważnie na Zayna. Widać było po nim, że też ma stracha, ale nigdy nie można było tego po nim rozpoznać. Wielkie brązowe oczy były trochę niż dotychczas zmienione, a usta lekko podkulone. Miałam wrażenie, że zaraz spanikuje i sobie stąd pójdzie zostawiając mnie całkiem samą. Przycisnęłam mocniej rękę Zayna dodając w ten sposób mu i sobie otuchy,, po czym przełknęłam ślinę i popchnęłam ów drzwi. Powiew zimna poruszył moimi włosami, tamtejsze zapachy wywoływały mdłości, których nie dało się uniknąć. Przystanęłam na chwilę widząc ludzkie zwłoki na jednej z tac, obróciłam głowę do tyłu i już chciałam się odwrócić, kiedy męskie dłonie spoczęły na moim barku.
-Jas, dasz radę, razem damy radę, zatkaj nos i nie zwracaj na nic uwagi.
-Dobrze, spróbuję- posłałam mu delikatny uśmiech.
Postanowiłam dostosować się do przepisu Zayna, nie było to łatwe, ale już po chwili znaleźliśmy lekarza zajmującego się tą częścią szpitala. Miły, starszy pan po 60, podszedł do nas ze wrogim nastawienie.,
-Dzieci, co wy tu robicie ? Nie umiecie czytać " Nieupoważnionym wstęp wzbroniony" . To takie trudne ?- zaczął literować nazwę.
-Proszę pana, ale my byliśmy z panem umówieni. - odpowiedziałam.
-Hmmmm.-zaczął- przepraszam, czy Pani Jasmine Hill ?
-Tak, to ja , dzwonił rano. Chciałam zobaczyć zwłoki mojej matki przed pogrzebem.- spojrzałam na Zayna.
-Oczywiście, już się robi.
Niewysoki mężczyzna poprowadził nas na sam koniec piwniczki, do ostatniego pomieszczenia. Kolejny podmuch wiatru dotknął moich nagich ramion przyprawiając mnie o dreszcze. Zayn widząc jak się trzęsę zdjął swoją skórzaną kurtkę i założył na delikatne ramiona. Sam zaś pozostał w długim rękawie. Moim oczom ukazał się ogromny srebrny wór, który lekarz wyjmował z lodówki. Ogarnął mnie szok, a czy naprawdę to ona ? czy ojciec powiedział mi prawdę? przytuliłam się subtelnie do Zayna, oglądając czynności wykonywane przez specjalistę. Powoli rozsunął zamek nakazując abym podeszła. Chwyciłam Zayna za rękę i ostrożnie i pomału zbliżałam się do zwłok. Zamknęłam na chwilę oczy, aby było to dla mnie zaskoczeniem. Stojąc już przy stole, Zayn szturchnął mnie abym spojrzała.
Odruchowo otworzyłam przestraszano powieki, w duchu znalazł się płomyk nadziei, kobieta była poobijana po wypadku, może raczej zmasakrowana owszem, ale nie była podobna do mojej matki. Moja rodzicielka nie miała blond włosów tylko kasztanowe, dużo pieprzyków i piękne duże oczy. Promyki słońca rozświetliły moją zaniepokojoną twarz. Kątem oka zerknęłam na Zayna uśmiechając się pod nosem. Byłam silna, pomimo tego, że nie wiedziałam, gdzie jest moja matka, oraz pomimo tego iż przede mną leżał jakiś obcy trup. Wiedziałam co dokładnie mam powiedzieć temu facetowi, co mu wygarnąć.
-Proszę Pana, to nie jest moja matka ! -powiedziałam głośno.
-Ale to jest ona, tak pisze na tym worku, zobacz- pokazał karteczkę-to niemożliwe, żeby ciała zostały zamienione
-Pojebie!- krzyknął Zayn- to nie jest ciało jej matki-wskazał na mnie-gościu wiem, że to ty stoisz za pomyleniem dwóch różnych osób-nie kłam, to jest karalne!
-Nie wiem o co państwu chodzi, proszę wyjaśnić to w recepcji, lub u lekarza, który państwu to wyjaśnił- ja tylko odbieram ciała, zawsze są podpisane.
-Tia wciskać te brednie będziesz naszemu prawnikowi- powiedział innym tonem bad boy.
-Proszę się uspokoić, jaki prawnik dzieci, ja jestem niewinny.- powiedział załamany.
-Nie wciskaj kitu, bo...-Zayn wyciągnął pięść w jego kierunku.
-pójdziemy teraz grzecznie do lekarza prowadzącego i się wszystko dowiemy, prawda Zayn- poklepałam go po plecach.
-Czego sobie życzysz, ale pamiętaj- zwrócił się do mężczyzny- mam oczy z tyłu głowy, wiem, że to ty- ostatnie słowa wypowiedział szeptem.
Dyskusja zakończyła się bez rękoczynów, a więc spokojnie dotarliśmy tym razem na drugie piętro tego szpitala. Mijając odział dziecięcy nie mogłam oderwać wzroku od dzieci, które płakały na widok Zayna. Tak chciałyby go poznać, a ten nawet nie zwrócił na nie uwagi. Tak więc pociągnęłam go za sobą doprowadzając do gromadki dzieciaczków w bardzo uroczej świetlicy. Posadziłam go na malutkim krzesełku i kazałam dawać autografy. Nie obyło się też bez zdjęć, a widząc uśmiechy na twarzach aż tak przepełnionych bólem czułam spełnienie, ale też zarazem szczęście i satysfakcję z tego, że komuś pomogłam. Zayn w pewnym momencie zaczął nawet śpiewać ulubione piosenki małych pacjentów. Widząc czystą rozkosz postanowiłam wykazać się swoim talentem i poprzebierałam dziewczynki tak, że wyglądały jak małe modeli, do tego zrobiłam małą sesyjkę komórką. Na koniec zostałam jeszcze porządnie wyściskana przez dzieciaczki. Widząc czas jaki panował , odwróciłam się na pięcie i uciekałam z Zaynem pod pachą do recepcji, aby dowiedzieć się , gdzie jest owy lekarz. W skupisku informacji poinformowano mnie, że aktualnie przesiaduje w bufecie na przerwie obiadowej. Tak, więc kolejny raz zaniepokojona ruszyłam w pościg za informacjami.
CDN...
Siemkaaaaa !! <3
Wiem, że mnie zabijecie za hmmm 2-tygodniową przerwę, ale jak widzicie nauka , lenistwo i jeszcze raz lenistwo i...brak weny. ;c
Rozdział wyszedł jakiś taki jak ja to oceniam za mało Zayna i Jasmine ;/
W ramach rekompensaty w next dam jakąś scenkę Jasmine&Zayn. ;]
No i kolejny raz zwracam się z prośbą o komy, bo coś ich mało i to mnie niepokoi.
Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze czytaaaa *.*
Pozdrawiam,
Ania ;*
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Rozdział 13 ;*
Głupie wygłupy doprowadziły do tak złych skutków. Noga bolała i nie chciała jak na złość przestać. Wiłam się po podłodze nie mogąc zapanować nad czymś silniejszym ode mnie. Zayn widząc, że nie mogę się podnieść zaczął gwałtownie się śmiać, z czego jeszcze bardziej byłam zdenerwowana. Łzy spływały mi po policzkach, lecz z zaciśniętymi zębami stawiłam opór bezsilności i tchórzostwie tak, że podtrzymując się stołu uniosłam się ku górze. Kuśtykając podeszłam do lodówki i z zamrażarki wyciągnęłam lód. Mój towarzysz przypatrywał się moim wielkim czynom, nie drgnął żeby mi pomóc, co to za przyjaciel, śmieje, się z nieszczęścia?! Spojrzałam na niego kilkakrotnie tymi swoimi ślicznymi ślepiami, on zrobił poważną minę i małymi kroczkami zaczął się do mnie powoli zbliżać. Gdy był na tyle blisko mnie, że z łatwością mogłabym go dotknąć podskoczyłam jeden raz na nóżce i delikatnie przejechałam po jego koledze. Następnie zostawiłam go z problemem i wróciłam z powrotem do pokoju. Teraz to ja się śmiałam z Zayna, który musiał sobie zwalić przy mamie. Było to takie śmieszne, że zapomniałam o bólu i turlałam się ze śmiechu na podłodze. Nie mogłam złapać powietrza, a brzuch bolał mnie tak, że gdyby ktoś zobaczył mnie pierwszy raz pomyślałby, że mam padaczkę, albo jestem psychicznie chora. Do moich uszu dobiegły wytłumaczenia Zayna i kilka krótkich słów pogardy skierowanych do niego od rodzicielki. Teraz słyszałam głośne kroki Malika, który zbliżał się do pokoju. Natychmiastowo podniosłam się i usiadłam na łóżku. Widok naburmuszonego piosenkarza z członkiem stojącym na baczność, był niewyobrażalny. Wybuchłam jeszcze raz ogromnym śmiechem, na co Zayn wkurzył się i zaczął mnie łaskotać. Był w tym tak dobry, tylko, że ja takiego czegoś jak łaskotki nie posiadałam. Wyglądało to na pewno dziwnie, facet siedzący przy dziewczynie i dotykający ją w różnych miejscach. Nie powiem, że nie, ale sprawiało mi to przyjemność i chyba mu też. Poczułam się dziwnie, tak podło. Powtórnie usiadłam na łóżku przyglądając się mojemu przyjacielowi, on zauważył mój brak uśmiechu i począł robić to samo co ja. Mój tok myślenia znów się włączył i nie przestawał pracować. W jego towarzystwie czułam się spełniona, szczęśliwa i zawsze gotowa poczuć miłość. Nigdy nie wiedziałam tak na prawdę co to ta "wielka miłość" aż w końcu zaczęłam czuć jej zarysy, choć tak małe, ale dawały dużo do myślenia. Ja i on, dwie osoby, które idą w głąb czegoś nieznajomego, czegoś pierwszego, czego doświadczają pierwszy raz. Nic teraz nie liczy się dla nich, są połączeni ze sobą jak plastelina, którą może rozdzielić tylko coś na prawdę niedobrego. Byli zagubieni w codziennych rozmyślaniach na temat drugiej osoby, zagubieni w tym uczuciu i w pełni go wykorzystujący. Tak to byli oni- Zayn i Jasmine, nastolatkowie pragnący czegoś więcej, co wspólnie połączyłoby ich siły tworząc jedność na zawsze "FOREVER" .
Prawdziwy przykład przyjaźni, ale oni chcieli czegoś więcej, czegoś więcej, czegoś... Poczułam jego dotyk na moim policzku, który go powoli masował. Spojrzałam w jego pełne czekoladowe oczy, które w tym momencie mówiły wszystko. Ta chwila była magiczna, a ja nie chciałam jej zepsuć, narazić na stratę. Powoli nasze twarze zbliżały się do siebie łącząc nasze spragnione usta w coś niezwykłego. Czuły pocałunek oddawał wszystko, lecz po chwili przerodził się w coś bardziej zachłannego i namiętnego. Nasze języki tańczyły w namiętności tworząc coś niezwykłego.
Opadliśmy na łóżko nadal się całując, lecz ktoś od dłuższej chwili nam się przyglądał.
-Tylko przyjaciółka ?! -zapytała ów kobieta- przecież wiedziałam, że was coś łączy- uśmiechnęła się- mnie nie da się oszukać,przecież jesteście dla siebie przeznaczeni, pasujecie do siebie jak orzech do łupiny.
Zwróciłam swój wzrok na niego- chłopaka "przeznaczonego dla mnie".
- Kochani zjedzcie na dół, zrobiłam wam śniadanie, bo sami to już chyba byście sobie nie zrobili, tak zapatrzeni w siebie jesteście, że nie musicie nawet jeść, bo miłość was wypełnia.
-Już idziemy- wybuchłam śmiechem-głupek- zaczęłam stukać go palcem w brzuch.
-"Zakochany głupek"- i znów wybuchnęliśmy śmiechem.
Ocknęłam się ze snu i kuśtykając powoli kierowałam się do kuchni. Malik podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce, lekko cmokając w szyję.
-Co wy już po ślubie, czemu nic nie wiedziałam?!-zapytała zdezorientowana kobieta.
-Mamo , Jas ma coś z nogą.
-Kochanie, co się stało ?! - czemu nic nie mówiłaś, zrobię tb masaż i opatrunek. Poczekaj-pani Malik zaczęła przeszukiwać jedną z szafek-to powinno tb pomóc- podała mi tubkę maści.
-Dziękuję na pewno pomoże- Malik postaw mnie na ziemię- zwróciłam się do piosenkarza.
W spokojnej atmosferze zjedliśmy górę kanapek i popiliśmy je dużą ilością przepysznej herbatki. Paradując nadal w koszulce Zayna, postanowiłam ubrać się w moje wyprane ciuszki. Założyłam jeszcze moje dodatki, pożyczyłam od rodzicielki Malika kosmetyki i byłam gotowa.
Zadowolona z ubioru Zayna wyszliśmy z domu. Trzymając się za łapki szliśmy do szpitala, z dobrym nastawieniem na wygraną. Mijaliśmy małe dzieciaczki bawiące się na placu zabaw. Nie mogłam się im oprzeć, były takie rozkoszne i słodkie. Malik widząc moją ekscytację dodał:
-Wiesz Jas, jak chcesz to takiego dzieciaczka mogę tb zrobić-powiedział szczerząc się w moją stronę.
-Może kiedyś- odpowiedziałam zamyślona.
Dalszą drogę przeszliśmy w ciszy pozostawiając za sobą pozytywną energię.
Joł, joł ! ;D
Witam was serdecznie.
Rozdział taki sobie i dedykowany mojemu kochanemu słodziakowi, mężowi Zaynowi ! <3 ;*****
Na jego urodzinki, które były 2 dni temu, ale nie dziwcie się, że nie pisałam, no ale no wiecie kaca miałam ;>
Jakby co lekko spóźnione Happy 20th Bday to my lovely Zayn !
Troszkę mnie rozczarowaliście ilością komów pod ostatnim rozdziałem, ale nie szkodzi, bo był masakrycznym. Też mi brak słów ;'(
Wiem, że odrobinę pospieszyłam się z takimi momentami w tej fabule, ale brak weny mnie wykańcza :x
Wyszło i tak na dobre, bo mam mniej więcej zarys kolejnych rozdziałów.
Kocham Was bardzoooo i proszę pod tym rozdziałem o dużooo komów ;))
Pozdrawiam,
Anka ;***
piątek, 4 stycznia 2013
Part ; 12 .
"Poranny pociąg siódma zero trzy , oddycham dziś bez Ciebie..." .
Ciągle kłóciłaś się z Louisem , dzisiaj nie wytrzymałaś zebrałaś swoje rzeczy i udałaś się w stronę swojego peronu . Byłaś ciekawa co sobie z tego zrobi twój ukochany , no ale cóż przynajmniej zobaczysz jak mu na Tobie zależy . Przyszłaś w to miejsce trochę wcześniej , usiadłaś sobie na ławce i czekałaś z niecierpliwością patrząc na zegarek . W końcu po 10 minutach opóźnienia , nadjechał . Wsiadłaś bez zastanowienia , od razu zajmując miejsce przy oknie . Po chwili dosiadł się do Ciebie jakiś chłopak , nie widziałaś jego twarzy ponieważ był zakapturzony i w ogóle nie miałaś ochoty przypatrywac się jakiemuś typkowi , dlatego od razu odwróciłaś się w stronę okna i po sekundzie już odpłynęłaś . Obudziłaś się w odpowiednim momencie , za chwilę miałaś wysiadac . Zerknęłaś na tego chłopaka , miałaś straszne uczucie że bardzo dobrze go znasz . On jak i ty wysiadał w tym samym miejscu . Szłaś przytłoczona pustą ulicą , zmierzając ku domowi rodziców . Cały czas Lou siedział w twojej głowie , zadzwonił telefon . Była to twoja najlepsza przyjaciółka zapytała jak tam z Louisem , bo oczywiście jako pierwsza już wiedziała o tym co się u Nas dzieje . Opowiedziałam jej wszystko co i jak , na końcu dodałam "Pewnie teraz siedzi i nawet się nie przejmuję co się ze mną dzieje..." . Ktoś za Tobą chrząknął , przystanęłaś . Pożegnałaś się z twoją bff i odwróciłaś z lekkim przerażeniem . Stanęłaś jak wryta stał przed Tobą ten sam chłopak co w pociągu lecz tym chłopakiem okazał się twój Louis . I jak ty mogłaś pomyślec że nic go nie obchodzi co się z Tobą dzieje , ale byłaś w szoku że nie rozpoznałaś go gdy siedział obok Ciebie . Patrzyliście na siebie , w końcu twoje kąciki ust zaczęły unośic się do góry , Louisa również . Powiedziałaś głupie , banalne "O , hej ." i tak rozpoczęły się wyjaśnienia . Przeprosiłaś go , on Ciebie też i było już okej . Pomyślałaś że nie potrzebnie była ta cała szopka no ale przynajmniej odwiedzisz swój dom rodzinny i to na całe szczęście nie w samotności .
joł joł joł . Imagin na szybcika wiem wiem chujowy -,- no trudno . Inez się obudziła 5 minut przed 24 że jeszcze imagina tutaj nie dodała . no idiot ! . pozdrawiam wszystkich co komentują , dziękuję bardzo! ;) następny imagin lub imaginy z gifami pojawią się gdy będą trzy komentarze . ;]
Ciągle kłóciłaś się z Louisem , dzisiaj nie wytrzymałaś zebrałaś swoje rzeczy i udałaś się w stronę swojego peronu . Byłaś ciekawa co sobie z tego zrobi twój ukochany , no ale cóż przynajmniej zobaczysz jak mu na Tobie zależy . Przyszłaś w to miejsce trochę wcześniej , usiadłaś sobie na ławce i czekałaś z niecierpliwością patrząc na zegarek . W końcu po 10 minutach opóźnienia , nadjechał . Wsiadłaś bez zastanowienia , od razu zajmując miejsce przy oknie . Po chwili dosiadł się do Ciebie jakiś chłopak , nie widziałaś jego twarzy ponieważ był zakapturzony i w ogóle nie miałaś ochoty przypatrywac się jakiemuś typkowi , dlatego od razu odwróciłaś się w stronę okna i po sekundzie już odpłynęłaś . Obudziłaś się w odpowiednim momencie , za chwilę miałaś wysiadac . Zerknęłaś na tego chłopaka , miałaś straszne uczucie że bardzo dobrze go znasz . On jak i ty wysiadał w tym samym miejscu . Szłaś przytłoczona pustą ulicą , zmierzając ku domowi rodziców . Cały czas Lou siedział w twojej głowie , zadzwonił telefon . Była to twoja najlepsza przyjaciółka zapytała jak tam z Louisem , bo oczywiście jako pierwsza już wiedziała o tym co się u Nas dzieje . Opowiedziałam jej wszystko co i jak , na końcu dodałam "Pewnie teraz siedzi i nawet się nie przejmuję co się ze mną dzieje..." . Ktoś za Tobą chrząknął , przystanęłaś . Pożegnałaś się z twoją bff i odwróciłaś z lekkim przerażeniem . Stanęłaś jak wryta stał przed Tobą ten sam chłopak co w pociągu lecz tym chłopakiem okazał się twój Louis . I jak ty mogłaś pomyślec że nic go nie obchodzi co się z Tobą dzieje , ale byłaś w szoku że nie rozpoznałaś go gdy siedział obok Ciebie . Patrzyliście na siebie , w końcu twoje kąciki ust zaczęły unośic się do góry , Louisa również . Powiedziałaś głupie , banalne "O , hej ." i tak rozpoczęły się wyjaśnienia . Przeprosiłaś go , on Ciebie też i było już okej . Pomyślałaś że nie potrzebnie była ta cała szopka no ale przynajmniej odwiedzisz swój dom rodzinny i to na całe szczęście nie w samotności .
joł joł joł . Imagin na szybcika wiem wiem chujowy -,- no trudno . Inez się obudziła 5 minut przed 24 że jeszcze imagina tutaj nie dodała . no idiot ! . pozdrawiam wszystkich co komentują , dziękuję bardzo! ;) następny imagin lub imaginy z gifami pojawią się gdy będą trzy komentarze . ;]
czwartek, 3 stycznia 2013
Imaginy z gifami . Part ; 2 .
1.Zayn ; Tak bardzo ją kocham .
2.Zayn ; aww.
3.Reporter ; Co Ci się podoba w Perrie ?
On ;
4.Zayn jest zawiedziony bo jutro Cię nie zobaczy .
6.*dzwonisz do Zayna*
wtorek, 1 stycznia 2013
Rozdział 12 ;c
Rano obudziłam się wypoczęta i i szczęśliwa. Czułam się świetnie, nigdy jeszcze tak dobrze mi się nie śniło. No pomijając pierwszą część snu, kiedy to Zayn poprawił mi humor. Potrzebowałam rozmowy, obojętnie z kim ale zrobiło mi to dobrze, poczułam się lepiej. Uświadomiłam sobie, że istnieje szansa, że mama żyje, to nieprawdopodobne, ale prawdziwe i wierzę w to, że żyje. Sama oczekiwałam odpowiedzi od losu, dlaczego tak to się stało, przecież tata mówił,że mama jest chora, a nie, że miała wypadek. Od razu wiedziałam, że coś mi tu śmierdzi, wybiegłam ze szpitala, bo bałam się, bałam się prawdy, która na mnie czekała. Najważniejsze, że mam przy duchu osoby, które wspierały mnie w tak trudnych momentach, to była próba sprawdzająca, czy mogę im ufać. Chciałam choć na chwilkę zanurzyć się w wannie z gorącą wodą i pianą i wszystko przemyśleć. Uporządkować wszystko, przemyśleć i znaleźć też odrębny folder dla przyjaciół. Czy mam wybaczyć Ruby? Czy wrócić do mojego mieszkania, do dziewczyn ? Czy mam spotkać się z ojcem, porozmawiać z nim ? Nadal szukałam na te wszystkie zapytania odpowiedzi, lecz nie miałam kompletnego pojęcia co powiedzieć, wszystko gnieździło się w środku, w podświadomości tworząc mały guz, który odciągał wszystko od siebie i nie pozwalał na jakiekolwiek ruch. Było to denerwujące i zarazem przyjemne. Zapominałam o najważniejszym, o rodzinie, bliskich, wszyscy na mnie czekali. Święta były coraz bliżej, a ja tak po prostu o nich zapomniałam i pozwoliłam, żeby pękły jak bańka mydlana. Zayn gubiący się w moich uczuciach, które szukały odpowiedniego do nich wejścia. Marzenia,odłożone na boczny tor, gdzieś dalej, w kąt. Miłość, o której nic nie wiedziałam, nie odczuwałam jej nigdy, nie było sensu. Teraz poznałam kogoś wyjątkowego nad miar skrytego i wrażliwego. Pozwalającego na pierwszy ruch z twojej strony. Nie mogłam go rozszyfrowaź, było to bardzo trudne do ogarnięcia. No właśnie o wilku mowa- Zayn kilkakrotnie poturlał się po łóżku, decydując się na moją stronę. Powolnie otworzyło czy i widząc mnie lekko się uśmiechnął tym jednym z tych katalogowych uśmieszków. Wyjął jedną rękę z pod kołdry i odgarnął mi kosmyk włosów. Spojrzałam na niego uświadamiając, że nie jestem jego. Zayn momentalnie zareagował i jeszcze bardziej się do mnie przytulił. Przyznaję, że nie chciałam w tej chwili się od niego odciągnąć, bo było to słodkie i jeszcze ciepło, które grzało od niego nie pozwalało mi się od niego odciągnąć. Jego uścisk był delikatny a zarazem mocny. W pewnym momencie Zayn przeniósł wzrok na moje piersi robiąc oczy jak pięciozłotówki. Uśmiechnęłam się do niego przeczesując jednocześnie jego grzywę. Dla Malika był to jednoznaczny znak. Zaczął powoli się do mnie przybliżać. Ja natomiast momentalnie się od niego odsunęłam kładąc palec na jego ustach.
-Zayn jesteśmy przecież tylko przyjaciółmi, a to, że śpię u cb w łóżku, to nie znaczy, że nie wiadomo kim jestem dla cb. Chciałam tylko tutaj zostać, wczoraj byłam zbyt roztrzęsiona i proszę nie zrujnuj mi tego fajnego humoru.
-Przepraszam, zapomnij o tym. To jak masz fajny humor ? - zapytał już ze znacznie polepszonym humorem.
-Proszę nie oczekuj ode mnie nie wiadomo czego. A teraz zrób mi śniadanie.- wskazałam na drzwi.
-Ej, no o mnie to już nie pomyślałaś ! - wykrzyczał
-No okey, jak nie to nie kolejny minus da cb. Jak nie to nie, poproszę twoją mamę. -podniosłam się z łóżka.
-A wiesz, może się sam przejdę-powiedział wstając z miejsca i szybkim krokiem mnie wyprzedzając.
Jednak ja byłam szybsza i szybko pobiegłam, tak aby wyszło na moje. Przyspieszyłam tępa, aż tak bardzo, że zahaczyłam się o dywanik i z hukiem upadłam na ziemię. Noga momentalnie spuchła i zrobiła się czerwona jak pomidor. Zapowiadał się bardzo fajny dzień.
Tylko proszę nie zabijcie mnie ! ;c
Rozdział denny, głupi i masakryczny. Krótki i bezsensu . ;/
Sorry, ale brak weny mi doskwiera i nie potrafię go wyleczyć ;(
Sorry, że wczoraj nie dodałam, ale był sylwek, a ja go chciałam jakoś spędzić.
Dziękuję za wszystkie komy ! Jesteście kochani <3
#Nienawidzętegorozdziału!
A no właśnie
Happy New Year ! ;D
Next jak będzie 7 komów. Wiem, że dacie radę ! ;)
Pozdrawiam,
Anka
środa, 19 grudnia 2012
Rozdział 11 ;*
Obudziły mnie krzyki, dość głośne i do tego kierowane wprost do mojego ucha. Tak Jas dawała o sobie znać. Nie wiem o co jej chodziło, ale raz po raz uśmiechała się przez sen, a zaś drugi raz głośno się darła. Przytuliłem ją mocno do siebie , po to aby się uspokoiła. Włosy lekko zagarnąłem za ucho i pocałowałem w czoło. Pomagało, Jas zareagowała na to dość zaskakująco, bo wtuliła się we mnie i zaczęła wypowiadać moje imię z troską i zarazem pożądaniem. Ja natomiast cały zawstydzony, nie wiedziałem co robić. Zrobiło mi się piekielnie gorąco. Modliłem się tylko, o to, aby moje ciało nie zaczęło przygotowywać się do stanu euforii, podkreślając euforii u mężczyzn. Powoli i delikatnie zdjąłem jej rękę z mojego przyjaciela i położyłem na poduszce. Następnie jej nogę z mojego krocza przeniosłem w bezpieczną odległość, ale pech chciał, że właśnie w tym momencie musiała się obudzić, a może przebudzić. Spojrzała tylko na mnie zdziwiona i wystraszona odskoczyła na drugi koniec łoża. Uspakajałem ją i zapewniałem, że wszystko jest w porządku i przyszła do mnie, a ja się nią tylko opiekowałem. Jas już po chwili spała po raz kolejny z głową na moim torsie. Nie powiem czułem się świetnie przytulając się do osoby, którą kocham, mógłbym tak trwać całe życie coraz bardziej się w to zanurzając. Wiedziałem jakie są najważniejsze wartości w życiu człowieka, bez których nie mógłby normalnie funkcjonować miłość, przyjaciel i szczęście. Miałem świadomość, że jedno z tych miałem w pełni zaliczone, lecz w duchu cały czas czułem, że tak nie jest, nie znałem jej na tyle dobrze, by pójść z nią w świat. Sercem zawładnęło zakłopotanie i niewiedza, która tak bardzo doskwierała i wywiercała coraz większą dziurę, mającą na celu zwiększyć dziurę objaw. Wyglądało to jak coś niezwykłego w pewnym sensie, lecz zdradzieckiego. Nie można było ufać , stawało na drodze miłości człowieka z człowiekiem, zwierzęcia z zwierzęciem. Było to zbyt rudne do przezwyciężenia, co na celu miał przede wszystkim rozum, mały flak sterujący całym tobą, nie dawający przestrzeni, by odetchnąć, chwili spokoju, relaksu dla miłości. Pięknego stanu przyprawionego szczyptą pikanterii. Życie wyobrażane było na wiele sposobów, filozoficznie, psychicznie, praktycznie, ale żadne z tych teorii nie było odzwierciedleniem samego siebie, przezroczystej duszy uwięzionej we wszystkich tych przekonaniach. Dawało się zrozumieć te pojęcia, ale tylko wtedy kiedy miłość naprawdę istniała, cała i w pełni gotowa do dalszych losów.
Moje małe wyobrażenie o miłości-powiedziałem podnosząc się z łóżka. Usiadłem na nim i przetarłem jeszcze zasapane oczy podniebienie domagało się wody,a ciało wyprostowania się. Powoli i z gracją tzw. żula zszedłem na dół, po omacku poszukując kuchni. Tak- krzyknąłem w duchu-nareszcie ! Szklanka wody wraz z tabletką wylądowała w moim żołądku. Serce poczuło się lepiej, nie wariowało, uspokoiło się. Zadowolony z siebie, chwyciłem małą czerwoną paczuszkę i udałem się na mój własny balkon. Oparłem się o poręcz, wysuwając jedną małą bibułkę. Podpaliłem ląd i zaciągnąłem się pierwszym buchem. Obserwowałem panoramę śpiącego Londynu, cieszyłem się z tego, że właśnie tutaj się wychowałem, a nie w Pakistanie, mieście, gdzie na każdym kroku czyhała jakaś wojna, ucieczki , handle narkotykami, dzieci zabijające i kradnące Na samą myśl kilkakrotnie pociągnąłem ustami papierosa wydychając nieszczęście jakie tam przeżyłem, były to okropne lata spędzone w sidłach, z których nie mogłem się uwolnić. Z domu nie wychodziłem prawie nigdy, a spokoju i normalnym dniu mogłem zapomnieć. Wspomnienia te przynosiły ból i nienawiść do życia, ale spoglądając na Jas wszystko wracało, pomimo tego nic mnie nigdy nie powstrzymywało. Zawsze brnąłem do celu, chcąc być perfekcyjnym. Wszytko zrujnowały te chwile słabości, w których się poddałem i pozwoliłem stoczyć się na dno, zmieszać z błotem. Powroty nad ranę z clubu, lub od jakieś czarującej prostytutki, z którą zdąrzyłem kilka razy się już poznać. Alkohol, imprezy i najgorsze myśli samobójcze. Nie raz tonołem w wannie pełnej krwi, zapominając o smutkach trapiących moją duszę. Cieszę się ze swojego życia i nie mam zamiaru go niszczyć, chcę żyć dalej z nowymi perspektywami. Tatuaże wyrażają to co myślę, pokazują najważniejsze momenty w moim życiu, chwile zachwiania, porażki aż do szczęścia. Odzwierciedlała wszystko jak album fotograficzny, tylko skrócony, do najprostszej obrazkowej postaci. Jeszcze raz spojrzałem na cudowny widok miasta, w którym niegdyś byłem panem ulic.
Jasmine
Do moich nozdży dostał się dym nikotynowy, przez który miałam problemy. Astma nie raz dawała siwe znaki. No tak, Zayn pali, new's dla mnie. Zostawił na domiar wszystkiego otwarte drzwi. Podeszłam do szyby i oparłam się o framugę. Zayn chyba mnie usłyszał , ponieważ zerknął na mnie uśmiechając się jednym z tych swoich katalogowych uśmieszków. Zrobiłam jeden krok, ale czując kłęby dymu, cofnęłam się do punku wyjścia.
-Zayn, proszę zgaś to !- krzyczałam jednocześnie zakrywając dłonią buzię i nos.
-Dla pani wszystko, czekaj ostatni buch-moje oczy pochłonięte były widokiem Malika znów lekko odchylającego usta, łapiącego delikatnie małą fajkę i robiącego skupioną minę, jakby zatopił się w raju. Następnie zrzucił go na podłogę, tak jakby miało być to ostatnie pożegnanie. Zdeptał go czubkiem buta , spoglądając zadowolonymi oczami. Podniósł go ostrożnie i włożył do popielniczki.
-Mama kazała mi zachować jakąś higienę, no więc muszę je zbierać. Kiedyś kazała wyrzucić mi całą moją kolekcję niedopałek, fakt śmierdziało, no ale trudno.-wzruszył ramionami.
-Wisz, bo ja kiedyś miałam astmę i jak ktoś przy my mnie pali, to może do się nasilić i mogę mieć duszności.- spojrzałam na jego brązowe ślepia.
-Jas, słuchaj, bardzo, ale to bardzo współczuję Ci wczorajszego. Wiesz, co mogłaś zostać jeszcze w szpitalu.
-A dzięki, wiesz co przemyślałam wszystko i stwierdziłam, że każdemu mogło się to przytrafić, a czasu nie cofnę. Kochałam, Kochami będę Kochać mamę, nawet jeśli nie będzie jej przy mnie. Pogodziłam się z jej śmiercią ,ale nadal nie mogę w to uwierzyć.-pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
-Jas, skarbie, życie się zmienia, nawet jeśli na gorsze, to i tak temu nie możemy zapobiec, dzieje się to spontanicznie. Ale kto miał wiedzieć, że twoja mama będzie miała wypadek ?!
-Ja nawet nie wiedziałam, że miała wypadek, tata tylko wspominał o jakieś chorobie, a nie od razu o jej śmierci. -powiedziałam zirytowana całą sytuacją.
-No, ale jak wczoraj rozmawialiśmy jeszcze z tym lekarzem, to twój tata chciał ją zobaczyć, a lekarz wspomniał coś o tym, że są teraz procedury inne i nie można po śmierci oglądać zwłok, dopóki leżą one w szpitalu. Wiesz, coś podejrzane mi to było, ale i nie wnikałem.
-Co? Nie wiesz, co ja tam jadę, juto z samego rana. Ja chcę ja zobaczyć.
- Okey, pojadę z tobą - uśmiechnął się-Tymczasem nie martw się, wszystko będzie dobrze.
Mulat podszedł do mnie i mocno przytulił. Poczułam woń jego perfum zmieszanych z nutką papierosów, co dawały mu odrobiny ostrości. Po raz kolejny utonęłam w jego objęciach, tęczówkach o czekoladowych barwach, ustach malinowych i pełnych. Chciałam zatonąć w tej chwili, zasnąć i już nigdy się z niej nie wybudzić. Ale los chciał, że słońce było na horyzoncie, a my staliśmy w zimnie na dworze. Lekko zarżałam, Zayn zauważając moją reakcję wziął mnie na ręce i zaniósł do ciepłego okrytego puchem łóżka, przykrył mnie białą grubą kołdrą i tak jak dziecku na dobranoc podał soczystego całusa w czoło. Przeturlał się w powietrzu , opadając na swojej połowie łóżka. Odwróciłam się do niego raz po raz patrząc na jego idealne ciało. Badawczo zmierzył mnie wzrokiem, robiąc przy tym minę typu: Muszę ci coś powiedzieć, lecz tak szybko jak się pojawiła tak też znikła, ostatni raz przygryzł wargę i rozchylił spragnione wargi: "Jas nie martw się " -przejechał mi kciukiem po policzku. "Jestem z Tobą"- ostatnie słowa wypowiedział pomiędzy Morfeuszem a snem, który znużył nas swoją powłoką.
Siemkaaaa !
Co tam u was pysiaki ? Jakieś zagro ? ;x
No wiedzę, że komentujecie, i bardzo wam za to dziękuję; D
Rozdział pisany podczas nauki, więc też takie może sprawiać wrażenie na początku. ;D
Mi osobiście się nie podobaaa, bo nudny ;x
Kochaaam was i do zobaczonkaa ! *___*
Ps. Next jak będzie max 5 komów ! ^^
Pozdro600
Anka :>
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Rozdział 10
Wszyscy zniecierpliwieni czekaliśmy na holu szpitala, na przyjście lekarza. Miał mnie i ojca poinformować o stanie mojej mamy. Nerwowo przemierzałam korytarz w te i z powrotem. Godziny nie ubłagalnie mijały, a my dalej nic nie wiedzieliśmy. Z sali operacyjnych, co kilka minut wchodziły i wychodziły pielęgniarki oraz specjaliści w białych fartuchach. Strasznie się obawiałam, że stało się coś złego. To wewnętrzne poczucie, intuicja dawała o sobie znać. Coś musiało być nie tak, inaczej już dawno zastalibyśmy poinformowani. Coraz bardziej moje serce dzieliło się na dwie połowy, które już nie mogły połączyć się w żadną najmniejszą całość. Depresja dawała o sobie znać i o tym co pozostawiała po ostatnich wydarzeniach związanych w szpitalu. Dowiedziałam się rzeczy, których w życiu bym nie przypuszczałam. Zayn i choroba ? Nie to nie możliwe, on- supergwiazda ?
Przelotnie spojrzałam na Zayna. Jako jedyny siedział na krześle pod ścianą, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Podziwiałam go za to opanowanie i krycie uczuć. Imponowało mi to. Zdawałoby się na pierwszy rzut oka, że ta cała sprawa go nie obchodzi, ale w głębi duszy wyczuwałam lęk, który choć troszkę mu doskwierał. Wyglądał całkowicie normalnie. Jak zwykle idealnie ułożona fryzura, oznaczała długie godziny spędzone przed lustrem. Hipnotyzujące, brązowe oczy i długie czarne rzęsy rzucające cień na mocno wyeksponowane kości policzkowe. Schodząc wzrokiem na dolną część twarzy, moją uwagę zwróciły pełne, malinowe usta,wprost proszące się o złożenie na nich pocałunku. Co jakiś czas rozchylał je lekko doprowadzając mnie do euforii. Całkowicie wyróżniał się z tłumu. Delikatnie zabarwiona skóra wskazywała na muzułmańskie pochodzenie. Ciemne włosy i oczy miały specyficzny urok, który doprowadzał mnie do słabości. Nawet łapanie powietrza nie dawały mi jakiejkolwiek pomocy w tej sprawie. Miałam ochotę patrzeć się na niego godzinami, lecz nie mogłam. Z Zaynem nic mnie nie łączyło, choć cały czas przeczuwałam, że jeszcze trochę, a przez ten jego śliczny ryjek to nie będę mogła sprawnie funkcjonować. Boże jaki on jest śliczny. Moją uwagę przybił portfel wystający z mojej torebki. Spojrzałam na Zayna i wszystko już rozumiałam, ten elfik potajemnie wsunął mi go, bo gwiazdeczce się nosić nie chciało. Co za tupet, ale i tak to nic nie zmienia.
Z rozmyślań wyrwał mnie odgłos kroków lekarza kierującego się w naszą stronę. Odłożyłam miłe rozmyślania na bok i powróciłam do rzeczywistości. Zayn i ojciec momentalnie znaleźli się przy mnie dodając mi otuchy. Powaga wymalowana na ich twarzach, nie wpływała pozytywnie lub nawet pocieszająco na mnie. Stałąm zdenerwowana, wprost bliska łez czekając na jakąkolwiek wiadomość.
-Państwo są rodziną Susan Hill ?-zapytał lekarz.
-Tak. Niech pan nam powie co się stało?- nakazałam zdenerwowana.
-Pani matka podczas wypadku doznała wielu ciężkich obrażeń. Robiliśmy co w naszej mocy, ale niestety nie udało nam się zatrzymać krwawienia. Bardzo mi przykro...-Więcej nie musiałam słyszeć. Mama miała wypadek, co ? Wybiegłam ze szpitala. Strugi łez spływały po moich leciutko zaróżowionych od zimna policzkach. Ile sił w nogach pędziłam przed siebie nie zwracając uwagi na otaczających mnie ludzi, przejeżdżających samochodów. W uszach wciąż słyszałam słowa tego lekarza. Jak to możliwe ? Moja mama nie żyje ? Dlaczego ? Dlaczego opuszcza mnie tak ważna w moim życiu osoba ? Tak wiele pytań krążyło mi w głowie twożyć dość duży huragan, na który nie posiadałam jakiejkolwiek odpowiedzi. Wszystko zamieniało się w horror, którego bałam się obejrzeć, stanąć oko w oko z prawdą, która nad wyraz mnie przerażała. Były to dla mnie szokujące momenty i przyprawiające o bezsilność, a nawet załamanie psychiczne. To trudno pogodzić się z odejściem najukochańszej osoby, rodzicielki, z którą spędziłam całe swoje życie. Zdarzenia zaczęły krążyć w kółko, szukając wyjścia z tych sytuacji, całe życie zdawało się krążyć w kółko i nie mogąc się zatrzymać. Stawało się to coraz bardziej irytujące.
*
Mój krok zatrzymał się w pewnym momencie uświadamiając sobie, że nie wie gdzie biegnie. Odruchowo chwyciłam portfel Zayna i wyjęłam dowód. Spojrzałam na adres i nie zastanawiając się ruszyłam w tamtym kierunku. Nie miałam siły wrócić do domu, chciałam się odizolować od świata, pobyć sama, zaszyć się w miejscu gdzie mnie nikt nie znajdzie. Dom Zayna? Taa, dobry pomysł na kryjówkę. Nikt mnie nie znajdzie mhm.- pomyślałam.
*
Nogi same zaprowadził mnie pod wybrany cel. Stałam przed obcym domem, no tak dokładnie to Zayna. Osoby, którą znałam miesiąc, z przerwami, długimi przerwami. Mój mózg nie zastanawiał się nad najmniejszymi szczegółami, chciał jak najszybciej odsapnąć i pomyśleć. Zapukałam kilkakrotnie do drzwi. Przed oczami stanęła mi średniego wzrostu kobieta bardzo podobna do Malika. Widząc moje czerwone i podpuchnięte oczy, bez żadnych pytań wpuściła mnie do cieplutkiego pomieszczenia ogrzewanego kominkiem z prawdziwym drewnem. Czułam się jak w domu, tylko nie zupełnie w swoim. Pani Malik przytuliła się do mnie, nie myśląc nawet o tym co ja tu robię. Po chwili okleiła się ode mnie i zaciągnęła mi kosmyk włosów za ucho.
-Kochanie, czy mój syn Tobie coś zrobił ?
-Nie...-rozpłakałam się-nie Zayn to sympatyczny kolega.
-A gdzie on jest ?- zapytała z troską.
-W szpitalu z moim ojcem, moja mama mhm nie żyje, zmarła. Nie mogłam tam dłużej być więc uciekłam, a że Zayn włożył mi swój portfel do kieszeni to wiedziałam gdzie mieszka. Nie mogę teraz wracać do domu,nie po tym wszystkim.
-Skarbie, składam wyrazy współczucia i możesz zostać ile chcesz tutaj. Mój syn pewnie ciebie szuka.
-Mogłaby pani do niego zadzwonić ?
-Tak, oczywiście.
Mulatka zaprowadziła mnie do pokoju swojego syna. Położyłam się na ładnie zasłanym łóżku i wtuliłam w poduszkę przesiąkniętą jego zapachem. Mój płacz zdawał się być coraz głośniejszy, powoli zamieniając się w szloch. Powieki nie mogły utrzymać kolejnej fali łez, tak, że powoli opadały na zmęczone oczy. Słyszałam już tylko ciche odgłosy dobiegające z pokoju obok, tak jakby rozmowa telefoniczna. Sił coraz bardziej brakowało, a zmęczenie owładnęło moim ciałem. Zasnęłam wyczerpana emocjami i wydarzeniami tego dnia.
***
Zayn
***
Jechałem samochodem, wyglądając raz po raz przez szybę w poszukiwaniu Jasmine. Nigdzie jej nie było, martwiłem się o nią, gdzie ona jest ?- pytałem w duchu, czy nic jej nie jest ? Zastanawiałem się jak taka drobna dziewczyna jak ona radzi sobie ze wszystkimi problemami. Nie miałem pojęcia jak ona to robi, pomimo takiego życia nadal się uśmiecha. Przed oczami stanęły mi wszystkie chwile z nią związane. Lekko przygryzłem dolną wargę i wyobraziłem sobie moment, kiedy jesteśmy razem szczęśliwi i zadowoleni z pełni życia. Jej długie brąz włosy opadały na delikatnie podcieniom skórę. Brązowe oczy sprawiały, że nie można mnie było obudzić z transu, w który popadałem. Ten uśmiech, za który oddał bym wszystko, każda choć jedna spędzona z nią chwila jest dla mnie fascynująca i pełna tajemnic. Jas jest osobą w pełni odwrotną do mojej. Chciałbym jej wszystko wyznać, ale uczuć nie można wygrać na loterii. To nie jest takie proste, znamy się zaledwie z kilku sytuacji, a nie wiadomo jaką sobie ją wyobrażam. Muszę poznać jej wnętrze. Z rozmyślań wyrwał mnie wibrujący telefon. Spojrzałem na wyświetlacz, na którym widniało :Mama. Natychmiastowo odebrałem :
-Halo, mamuś -powiedziałem stęskniony.
-Zayn, ktoś na Ciebie tutaj czeka.
-Kto ? to nie święta, mikołaj nie istnieje-odpowiedziałem rozczarowany.
-Twoja koleżanka, przybiegła tutaj i cały czas płacze u ciebie w pokoju.
-Jas...mamo już jadę, w sumie to za jakieś 10 min. jestem.
*
Z rozmachem uchyliłem drzwi od samochodu,by szybko podbiec do drzwi i tak samo z nimi postąpić. Nie zważając na obłocone buty wbiegłem do swojego pokoju, w którym zastałem ją słodko śpiącą i przytulającą moją poduszkę. Jej twarz nie przypominała tej Jas co znałem, była cała opuchnięta i czerwona. Podszedłem do niej i przykryłem ją kocem, tym samym całując ją w czoło. Spojrzałem na nią jeszcze raz i wyszedłem z pokoju zostawiając złe smutki na bok i zapominając o przeszłości.
Hey !:D
Witam i przepraszam, że nie dodałam wczoraj rozdziału ;c
Nauka już mnie wykańcza i na dodatek jeszcze nie spałam dzisiaj do 4 w nocy, zawsze spk.
Na szczęście w stworzeniu tego rozdziału pomogła mi moja BFF - Marysia -Kocham cb słodziakuuu, że hoho i bardzoo tb dziękuję ! ;D <333 :* ;3
W sumie to dzięki Marysi powstał cały, tylko ja dokonałam tych nieudolnych poprawek i spieprzyłam końcówkę ;x
Martwi mnie liczba komów i chciałabym prosić o chociaż jednego na początek ;)
Next nw kiedy, zależy od was, nie ma komów, nie dodaje, proste. ;x
Ten rozdział dedykuję wszystkim obserwatorą tego blogaa i Inez(trzymaj się kocie:*)
Pozdro i do zobaczenia ;x
Anka ;3
sobota, 8 grudnia 2012
Imaginy z gifami . Part ; 1 .
1. Zayn i Niall ; O nie , ona nie ugotowała nam obiadu ?
2. Ty ; Hazza popraw sobie włoski .
On ;
3. Louis ; Harry , kochaam cię !
4. Harry ; Buuuu...
5. Ty ; Harry , dzisiaj BIGOOOS na obiad .
6. Harry wycierający twoją pomadkę z jego ust ...
8. Ty ; Zayn , zmień pieluchę małej/małemu .
9. Ty ; Harry , oddałam tego twojego kocura .
On ; Dlaaaaczegoo ?
10. Dziennikarz ; Louis kochasz swoje fanki ?
On ;

19. Chcesz zrobic Zaynowi zdjęcie .
On ;
20. Zayn ; To ty będziesz moją żoną !
Siemka , dawno nie pisałam ;o przepraszam Was bardzo ale muszę poprawic oceny ;c piszcie w komentarzach jakie imaginy wolicie czy te zwykłe czy z gifami ;) do zobaczenia , wkrótce ;>
2. Ty ; Hazza popraw sobie włoski .
On ;
3. Louis ; Harry , kochaam cię !
4. Harry ; Buuuu...
5. Ty ; Harry , dzisiaj BIGOOOS na obiad .
6. Harry wycierający twoją pomadkę z jego ust ...
7. Liam czeka na Ciebie przed domem , gdy się pojawiasz ;
On ; Dlaaaaczegoo ?
10. Dziennikarz ; Louis kochasz swoje fanki ?
On ;
11. Louis i Niall ; A tak bronimy [T.I] .
12. Chłopaki ; Patrzcie jaka fajna laska !
Niall do Liama ; Zobaczysz będzie moja .
13. Niall ; Co ja wczoraj robiłem ?
14. Ty ; Liam dzisiaj ty robisz obiadek .
15. Louis ; Oh shit , zostawiłem piekarnik włączony .
16. Ty ; Chłopaki , obiaaaaad !

17. Ty ; Kto znowu ruszał moją bieliznę ?
Sprawcy ; My jesteśmy nie winni .
Sprawcy ; My jesteśmy nie winni .
18. Ty ; Niall , jedziemy do Nandos .
On ; Naprawdę ?
On ; Naprawdę ?
On ;
21. Louis ; Ja chceeee do [T.I] .
22. Harry ; To co kupimy tego kota ?
23. Louis ; Ty naprawdę mnie nie kochasz ?
Siemka , dawno nie pisałam ;o przepraszam Was bardzo ale muszę poprawic oceny ;c piszcie w komentarzach jakie imaginy wolicie czy te zwykłe czy z gifami ;) do zobaczenia , wkrótce ;>
niedziela, 2 grudnia 2012
Rozdział 9
Był to mój tata, nie mogłam uwierzyć, co chciał mi właśnie powiedzieć.
-Jasmine musisz jak najszybciej do nas przyjechać.
-Oczywiście już jadę.
Momentalnie obróciłam się wokół własnej osi, poszukując odpowiedniego rozwiązania. Upadłam bezsilnie na ziemię, powoli sobie wszystko uświadamiając. Moja matka leży w szpitalu, to nie jest rozmowa na telefon. Słowa taty były jak piorun na niebie, psychicznie załamywały mnie od środka. Zdawałoby się że jestem krucha na zewnątrz, twarda w środku, lecz nigdy nie była to prawda. Okłamywałam samą siebie, by znaleźć w końcu jakieś porozumienie w swojej głowie. Czułam się gorzej niż na filmach, serce cisło mi do góry próbując zabić.Pobiegłam do swojego pokoju pakując szybko swoje ciuchy. Świadomość, że moja mama właśnie cierpi powoli rozbrajała mnie od środka. Nie miałam siły, moje życie coraz bardziej się waliło,zdawał się być jak bank i rabujący go włamywacze. Nw czy druga szansa była mi pisana, no ale żyć trzeba dalej, bez względu na to jakie jest. Te słowa odbiły mi się kilkakrotnie o mózg,powodując lekki mętlik. Spróbowałam się ogarnąć, ale nie dałam rady, łzy tak po prostu spływały mi po policzkach. Byłam załamana, wszystko tak szybko się burzyło, nie dawało szansy, tej jednej głupiej szansy. Miłość pojawiała się i znikała, zapominając o najbliższych, o tym co zawsze mnie z nimi łączyło. Stałam na środku zatłoczonej ulicy szukając samą siebie. Osobę, która na prawdę wszystkiego żałuje, dlaczego akurat tak musi mnie los karać. Wiem, zrobiłam źle marnując swoją drugą szansę na życie, ale wiedziałam, że popełniłam ten jeden cholerny błąd. Odruchowo natrafiłam na żyletkę, którą miałam ochotę przyłożyć sobie do żył. Nie, nie to zbyt proste, pozbawić się życia i już nigdy więcej go nie zasmakować. Przeprosić wszystkich, którym wyrządziłam krzywdę, to był najważniejszy punkt, którego nie zaliczyłam, by dostać happy end. Uśmiechnęłam się sama do siebie, takie proste, a takie grzeszące. Chwyciłam torbę do rąk i zabierając kurtkę z wieszaka, przekroczyłam próg drzwi.
Moje serce przyspieszyło pulsu. Moje dłonie zdawały się być lepkie, a głowa boleć. Słabłam na widok osoby stojącej przede mną, był to mój osobisty diabełek, z którym mogłabym zawsze grzeszyć. Mulat o brąz tęczówkach i zniewalającej urodzie mącił w moim życiu, jednocześnie robiąc zamieszanie w sercu. Złapał mnie, co za szczęście-pomyślałam. Poczułam jego ciepłem ręce spoczywające na moich i ten jego śliczne paczałki skierowane wprost na moje. No i tutaj musiałam się zrelaksować, oddając się jemu, tych jego pięknie ułożonych ustach, raz po raz lekko przez niego zagryzany białym rzędem zębów. Jak on to robił, że przy nim mogłabym totalnie zwariować, takie momenty należałoby opisać w jakieś romantycznej powieści o dwoja ludzi szukającej drugiej połówki. Dobiła 12. w mojej głowie, to właśnie o tej godzinie Kopciuszek stracił te wszystkie zaskakujące rzeczy, tak też było w moim przypadku, w głowie zapaliło po raz kolejny się to głuche światełko. Oderwałam się od niego, ręką ocierając swoje malinowe usta.
-Przepraszam, do nie miało mieć miejsca- burknęłam
-To ja przepraszam, gdyby nie ja to by do tego nie doszło-powiedział spuszczając głowę w dół.
-Zapomnijmy o tym. Przyjaciele? -zapytałam z nutką nadziei
-Oczywiście, tylko my się prawie nie znamy.
-No tak, przepraszam, ale przez te chwile namiętności zapomniałam o bardzo ważnej sprawie. Przepraszam, muszę pędzić.
-Co się stało? - zapytał patrząc na moją powoli smutniejącą twarz.
-Nic, bo, tylko....-poddałam się łzą.- moja mama leży w szpitalu i muszę do niej jak najszybciej jechać-powiedziałam wyciągając telefon.
-Co ty robisz?
-Szukam numeru Taxi-odpowiedziałam.
-Przestań-lekko przesunął moją dłoń, tak, że bezpiecznie znalazła się w kieszeni-Ja ciebie zawiozę, gdzie to jest ?
-Na przedmieściach, ale Zayn-powiedziałam rozpływając się.
-Cii-powiedział szeptem-zawiozę Cię.
***
Siedziałam w samochodzie, spoglądając się w dal przede mną się znajdującą. Zayn kierował samochodem, raz po raz spoglądając się na moją bad minę. Cisza nasz ogarniająca zmieniała się w ciemne podziemia jakiegoś horroru. Coraz bardziej się bałam, musiałam ten stan pokonać, no musiałam.
-Zayn, a dzwoniłeś może do chłopaków, że nas nie będzie ?
-Nie, niech się pomartwią, jeszcze jakieś 5,4,3,2,1 i...
Nasze telefony momentalnie zaczęły dzwonić, a dzwonił nie kto inny tylko Harry, Niall, Liam, Louis, Eleanor, Sophie i tak w kółko. Po kolejnym sygnale odebrałam, nie zwarzając kto to.
-Halo,no co pali się czy co ?
-Jas, nareszcie, myślałem, że coś ci się stało. Przecież Zayn miał cię tutaj do nas przywieźć.
-No widzisz, ale nie przywiózł, jedziemy właśnie do szpitala, moja mama..-chwilkę zwątpiłam-moja mama tam jest, no i coś z nią nie tak.
-Co? Jas już taam jadę, gdzie to ?
-Harry uspokój się, wszystko okey. Najpóźniej za dwa dni będę z powrotem.
-No dobrze, powiedz Zaynowi, że ma być z tobą cały czas i nie wracać, chyba, że z tobą.- w tym momencie zrobiłam na głośno mówiący.
-Słyszałeś ?-powiedziałam do Zayn'a
-Zrozumiałem Hazzo, Edwardzie, doktorze Stylesie.
-Okey kończę, bo Niall mi zje wszystkie kiełbaski.
-Lool, szybko, bo ich już nie będzie.
Odłożyłam telefon i spojrzałam na Zayna, jednocześnie w tym samym czasie wybuchneliśmy śmiechem i to takim głośnym, że pewnie wszyscy ludzie na dworze nas słyszeli.Nie no ten, to na serio humor umie poprawić.
***
Byliśmy już na miejscu. Szybko otworzyłam drzwi i pobiegłam w stronę ogromnego budynku zwanego szpitalem. Stanęłam przed dość dużymi szklanymi drzwiami chcąc jakoś się do tej sytuacji przygotować. Co powiem, gdy zobaczę mamę, co będzie jak jej coś poważnego jest ? Te pytania nadal wierciły w moje głowie dołek. Popchnęłam ogromne wrota i z Zayem pomaszerowałam na hym..2 piętro, a dokładnie na odział położniczy. Wcisnęłam duży guzik znajdujący się w windzie i czekałam aż otworzą się blaszane drzwi. Wsłuchując się w muzyczkę, zauważyłam, że Zayn wdał się w rytm i zaczął nawet ją śpiewać. Przed oczami stanęła mi fanka One direction, która za bilet zrobi wszytko, a za choć jedno na nich spojrzenie skoczy w ogień. Tak ja byłam, nastolatka przechodząca ten wiek, wiek boysbendów, słodkiej nastolatki. Te chwile owijały mnie i nie dawały się rozplątać, był to czas poświęcony w dużej mierze muzyce, która na tamte czasy była ważnym organem kultury. Bardzo lubiłam na tamten czas Zayna Malika gwiazdę pop, na którego widok dostawałam orgazmu, tamte lata przeminęły. Nie znałam go, a teraz próbuję go poznać. Wszystkie fakty, rzeczy w które, ja głupia wierzyłam, były nieprawdą, on taki nie jest. Żadnym bad boy'em na pewno nie, to po prostu wyluzowany 19-latek,który w jakiś sposób próbuje zarobić. Szłam przed siebie tak, jak teraz długim korytarzem. Na jej końcu ujrzałam postać mojego ojca siedzącego z głową w dłoniach, ewidentnie był czymś załamany. Podeszłam do niego i przytuliłam, on spojrzał na mnie i wzrokiem zbitego psa zakomunikował:
-Jasmine, mama jest chora.
-Na co? tato na co ?
-Ona...
Siemkaaa ;D
No i znowu zostawiam was w takim momencie, no ale cóż...peszek ;x
Sorry, że nie dodawałam next'a, no ale :
1)pierwszy tydzień miałam, dużoo nauki ;x
2)brak weny ;c
3)nie chciało mi się,
4)no i jestem choraa ;c
Tak już bywaa, następny postaram się dodać bez takiego 2-tygodniowego spóźnienia. ;*
Rozdział 9 wyszedł dobrze, ale mógł byż lepszy. ;x
Dziękuję za wszelkie komy i bardzooo proszę o więcej.
Ps: Co myślicie o tej sprawie z Elką ? Piszcie w komach. ;D
Pozdrawiam,
Anka ;3
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.gif)










































